I znów na wodzie

Kierując się GPS-em, wylądowaliśmy dzisiejszego poranka w samym środku pięknej dziczy, kiedy tak naprawdę szukaliśmy Szoguna, czyli centrum sportów wodnych nad jeziorem w Trzebawiu. Opustoszała ścieżka doprowadziła nas do końca ślepej uliczki, gdzie zostaliśmy obszczekani przez psy a żaden z miejscowych nie miał ochoty rozmawiać z kimś obcym. Podczas podróżowania to właśnie takie momenty lubię najbardziej, kiedy ma się szansę, przez jakiś głupi błąd lub przypadek, obserwować prawdziwych ludzi wiodących swoje życie, bez znaczenia jak banalne ono jest.

Po zmianie drogi udało nam się przyjechać do Szoguna, by spędzić poranek na jeziorze. Słońce świeciło już wysoko na niebie, ogrzewając nas, gdy przyglądaliśmy się jezioru, ale na nieszczęście dla nas nie było wiatru, więc zdecydowaliśmy się najpierw na filiżankę kawy. Trochę zaskoczyła nas propozycja przewodnika, który zaoferował nam kawę na środku jeziora. Czy nie zachwiałoby to proporcji między kawą i wodą? Jego propozycja rozjaśniła się, kiedy pokład pod naszymi stopami zaczął się trząść. Ogromna tratwa, na której stały dwie ławki, powoli zaczęła się poruszać, odsuwając się od nabrzeża i kierując się na sam środek jeziora, napędzana małym silniczkiem elektrycznym.

Chociaż przewodnik stwierdził, że jezioro jest zatłoczone, to byliśmy jedną z trzech łodzi w zasięgu wzroku. Jezioro, otoczone ze wszystkich stron gęstym lasem, było idealnie spokojne.

Razem z wiatrem

Powoli sącząc zawartość naszych kubków, nabieraliśmy coraz większej ochoty na prawdziwe żeglowanie. Przyjeżdżając do Szoguna, spodziewaliśmy się relaksującego poranka, pływając katamaranem. Jak się dowiedzieliśmy, żeglowanie katamaranem jest całkowitą tego przeciwnością, ponieważ wychylanie się zza burty pędzącej łódki, zasilanej mocą szalonej matki natury, nie można opisać jako relaksujące.

Gdy w końcu pojawiły się podmuchy wiatru, na zmianę z Marcinem doświadczyliśmy wspaniałego potencjału nieporównywalnej sztuki żeglarstwa. Wykorzystując jego specyficzną budowę, na katamaranie można osiągać duże prędkości. To zasługa zmniejszonego oporu, ponieważ niewielka część kadłuba jest zanurzona w wodzie. Wykorzystując swoje dwa kadłuby, katamaran jest w stanie sunąć po wodzie z łatwością, często wykorzystując tylko jeden z nich, ale nadal zachowując stabilność. To właśnie wtedy można wychylać się za burtę. Obaj doświadczyliśmy tego niesamowitego uczucia. Może się nawet zdarzyć, że twoje plecy musną powierzchnie wody, jednak ogromny pęd wiatru i oszałamiająca prędkość sprawiają, że chcesz jeszcze więcej.

Żeglowaliśmy z jednego końca jeziora na drugi, przyjmując pozycję 1, 2 lub 3 zgodnie z poleceniami instruktora. Po chwili jednak wiatr naprawdę przybrał na mocy i katamaran rozwinął szaloną prędkość.

Jako niedoświadczony żeglarz, polegałem na spokoju bijącym od instruktora, żeby zapewnić samego siebie, że nie ma się czego obawiać. Sprawy zmieniły trochę obrót rzeczy, kiedy stojąc na brzegu pędzącej łodzi, przechylonej pod kątem 45 stopni i jednym z kadłubów w powietrzu, instruktor zrzucił na mnie bombę, że jest zaniepokojony.

Wydałem z siebie delikatne “oh” i powoli zmieniłem pozycję, tak żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo wpadnięcia do wody. “Czy powinniśmy już wracać?”

Gdy już bezpiecznie przybiliśmy do brzegu, zjedliśmy pyszny barszcz przygotowany przez żonę przewodnika, zanim wyruszyliśmy w dalszą drogę do Mrzeżyna. Obaj z Marcinem mieliśmy tę samą żywą reakcję na pływanie katamaranem – spędziliśmy fantastyczny czas na jeziorze.

Przyjechaliśmy do naszego hotelu – SUS Mrzeżyno – tuż przed zmierzchem. Hotel znajduje się tuż przy pięknej plaży, a naokoło roztacza się sosnowy las. To ten wspaniały moment dnia, kiedy cały świat pokolorowany jest w odcieniach złota zachodzącego słońca.

Nadmorski zachód słońca

Wykorzystałem tę chwilę wolnego czasu, żeby lepiej poznać okolicę skąpaną w pięknych barwach nieba. Podążając ścieżką wijącą się przez wąski odcinek lasu, tylko kilka minut zajęło mi, aby dotrzeć z naszego hotelu na białą, piaskową plażę rozciągającą się na prawo i lewo ode mnie. Był to idealny moment, żeby jeszcze raz przeżyć w myślach ten powolny, ale jakże przyjemny dzień.

Od jezior aż po morze, przez cały tydzień w pełni cieszyliśmy się, zwiedzając wody Pomorza Zachodniego. Jednak jutro będziemy próbować czegoś kompletnie szalonego!

Zobaczcie inne wpisy i filmy z cyklu AżPoMorze - wycieczka Matta i Marcina!