Podziemne miasto

Zwlekliśmy się z promu o nieludzko wczesnej godzinie, wkraczając w kolejny dzień przy żółtej poświacie wschodzącego słońca. Opuściliśmy łódź na rowerach po ogromnej, metalowej rampie, by spotkać się z naszą dzisiejszą przewodniczką, Martyną, która czekała na nas w Świnoujściu Świnoujściu z powitalnym banerem.

Naprawdę zmęczeni po dwóch bezsennych nocach zmusiliśmy samych siebie do entuzjazmu i byliśmy zdeterminowani, aby z przyjemnością spędzić dzień pełen aktywności dla nas zaplanowanych. Zaintrygowało nas rozszyfrowanie nazwy pierwszej atrakcji, którą było “Podziemne Miasto”.

Miasto fortyfikacji

Część naszych pytań została rozwiana, jak tylko przyjechaliśmy. Przewodnik ubrany w strój wojskowy przywitał nas i oskarżył mnie o bycie “przeklętym kapitalistą”, gdy dowiedział się, że jestem z Anglii. Wszystko oczywiście w ramach żartu. Z głośników w stróżówce płynęła mieszanka utworów z okresu wojennego, gdy przewodnik wprowadził nas do bunkra, które obecnie pełni funkcję muzeum i rozciąga się na ponad 1 km. Aż do roku 2013 istnienie obiektu było ukrywane przez polski rząd. Obecnie muzeum stara się odwzorować warunki panujące w aktywnym bunkrze, żeby przyciągnąć jak największą liczbę turystów. Manekiny, ubrane w oryginalne mundury wojskowe, poustawiane są w różnych pokojach, a migające czerwone światła symulują niebezpieczeństwo.

Poznaliśmy również historie bunkra. Wybudowany został przez Nazistów w latach 30. zanim został przejęty przez Polaków pod czujnym okiem ZSRR.

Czas zabawy zakończył się, gdy opuściliśmy bunkier, udając się do latarni morskiej, która góruje nad brzegiem nieopodal ujścia rzeki. Mierząc 63 m wysokości, latarnia przebija niebo jako najwyższy budynek w okolicy. Ciągnąc swoje ciała na górę, szydziło z nas 300 schodów. Widok rozlewiska był niewiarygodny. Mogliśmy zobaczyć promy wpływające do portu, 4 byłe fortyfikacje, które broniły Szczecin przed inwazją, jak również bezmiar terenów wiejskich otaczających Świnoujście. Wydaliśmy z siebie ochy i achy na szczycie, podziwiając krajobraz, po czym zeszliśmy na dół.

Tuż obok znajdują się stare prusackie umocnienia wybudowane w 1859. Nasz przyjazd zbiegł się w czasie z liczną grupą niemiecką, dzięki czemu mogliśmy podziwiać świetnego przewodnika, którego przemowa była niczym dramatyczne przedstawienie. Ubrany był w typowy prusacki mundur, składający się z butów, czarnych spodni, niebieskiej kurtki oraz pomalowanego hełmu. To było coś dla mnie — uwielbiam atrakcje historyczne!

Przyjazne stadko kóz wałęsało się po terenie bunkra, ciesząc się z zainteresowania, jakie dają im przewodnicy i zwiedzający. Przeszliśmy przez muzeum, jak również sklep z amunicją, latryny oraz wieże strzelniczą. Byłem pod wrażeniem, widząc tak bogatą kolekcję przedmiotów o znaczeniu historycznym — pistolety i inne rodzaje broni, mundury, flagi, książki, meble oraz wszystkie podobne ozdóbki. Następnie zatrzymaliśmy się na długo wyczekiwaną kawę w apartamencie kustosza, który sam w sobie był wehikułem czasu. Zdobiły go stare meble a książki wypełniały przestrzeń od dołu do góry, tak jakby jakiś generał armii sprzed dziesiątek lat nadal tutaj rezydował.

Pełni wiedzy o historii Świnoujścia opuściliśmy bunkier, żeby udać się na spokojne wody rzeki Świny.

Rejs po rzece

Zapewniono nam godzinną wycieczkę ukazującą niektóre z wysp w okolicy, która była przepiękna. Tuziny niezwykłych ptaków przelatywały w powietrzu, na każdym z brzegów rosły sitowia i chmury tworzyły wymyślne wzory na tle gorącego słońca. Mijaliśmy malownicze stodoły i stosy beli siana, w pełni doświadczając relaksującego nurtu spokojnej rzeki. Najbardziej efektowny momentem było szybowanie jastrzębia tuż nad naszą łodzią w poszukiwaniu ofiary.

Po odnalezieniu czapli wróciliśmy na ląd na przepyszny obiad złożony z łososia i wieprzowiny, który pochłonęliśmy w całości. Z przepięknej restauracji Rybaczówki roztaczał się oszałamiający widok na malowniczą rzekę.

Zadowoleni, poszliśmy do centrum, żeby poczuć klimat kurortu turystycznego. Rozległy park spa w samym środku miasta wypełniają piękne fontanny oraz alejki porośnięte drzewami. Stąd tylko rzut beretem na promenadę, która, mając 12,5 km długości, jest największą w Europie. To właśnie tam był nasz następny przystanek. Wielu radosnych turystów przechadza się chodnikiem, który rozciąga się aż do Niemiec.

Spacer aż do granicy niemieckiej

Po krótkiej wizycie na niemieckiej granicy spacerkiem wróciliśmy piaszczystą plażą, napawając się przyjemną atmosferą. Wypożyczyliśmy rowery i wróciliśmy nimi z powrotem na przeprawę promową łączącą główną wyspę, na której znajduje się miasto. Spędziliśmy też trochę czasu obserwując rybaków przy pracy. Miasto było przepiękne — łatwo zrozumieć, dlaczego Świnoujście jest popularne zarówno wśród niemieckich, jak i polskich wczasowiczów.

Chociaż spędziliśmy wspaniały dzień, byliśmy już wtedy chętni na powrót do hotelu Trzy Wyspy

Zwłaszcza, gdy dowiedzieliśmy się, że znajduje się w nim najnowocześniejszy basen i spa. Zostaliśmy ciepło przywitani przez obsługę i nie możemy się doczekać bezpłatnych drinków w “sky barze” na 5. piętrze!

Zobaczcie inne wpisy i filmy z cyklu AżPoMorze - wycieczka Matta i Marcina!